Chciałabym powiedzieć, że jestem wiernym sługą Słowa. Życie pokazało mi niejeden raz, że związek ten to przeznaczenie nieuniknione, piękne, a zarazem chwiejne. I choć owa chwiejność wpisana jest w kolejne naszego współżycia… Nigdy nie pomyślałam o zerwaniu.

Słowo i ja. Ja i Słowo. Nigdy osobno, jasne?
Jednakże zdaję sobie sprawę, że wierność nie wiążę się z wąską perspektywą. Ba, oboje mamy prawo poszerzać horyzonty, a co za tym idzie, odkrywać nowe, piękne zaułki Sztuki. Dlatego szwendam się po rejonach Filmu, Muzyki, Teatru (i Musicalu!), Fotografii… zwiedzam całe artystyczne miasto. I wiecie co? Na każdym kroku spotykam Słowo. Jakież to irytujące! Ale w końcu „nigdy osobno”…
Drodzy czytelnicy! Mam propozycję! Chciałabym, abyście poszwendali się razem ze mną.
Nazywam się Weronika Kociołek i pokażę wam Sztukę z mojej (nieco skrzywionej pisarsko) perspektywy. Zanim zapytacie – potwierdzę. Tak, ten blog wziął nazwę od mojego nazwiska i można to bardzo łatwo wyjaśnić. Normalnie kociołki kupuje się na sztuki i oto jestem ja – jedna malutka sztuka, pisana z malutkiej literki. Ale za to Sztukę – co za monumentalne „S”! – znam o wiele lepiej niż budowę kociołka. Co mogę poradzić? Dlatego postanowiłam, że tym razem to Kociołek odda się Sztuce.
