„Potrzebne jest przebudzenie”… czyli moja pisarska droga

Gdy spojrzycie w górę, zobaczycie mądrą uliczną sentencję, sfotografowaną przez Mariję Zaric. Dlaczego zwracam na to uwagę? Nie znalazła się tam przypadkowo, ponieważ umieszczone na zdjęciu zdanie będzie mottem całego artykułu:

„Potrzebne jest przebudzenie” („What is needed, is an awakening”)

Ale od początku.

Często zastanawiam się nad tym, jakim cudem w ogóle zakiełkowała we mnie myśl o zawodzie pisarza. Przytuptała na białym jednorożcu? Omiotła szalem Muzy? Czy po prostu któregoś dnia obudziłam się z książką na twarzy i zobaczyłam literki w takim przybliżeniu, że stwierdziłam „hej, przecież je się pisze!”?

Staram się być zabawna (bardzo staram!), bo prawda jest dużo mniej fantastyczna (choć fantastyki będzie tu sporo). Zdradzę ją Wam, abyście mogli wiedzieć, z kim macie do czynienia i być może odnaleźli w mojej opowieści cząsteczkę własnej ścieżki… a może i odrobinę motywacji. Ten artykuł nie ma na celu wychwalać moją skromną osobę, a wręcz przeciwnie, pokaże moje błędy, trudności w osiąganiu celów. Chciałabym jednak, aby był pewnego rodzaju manifestem o marzeniach i pasji. Manifestem o tym, że warto próbować. Przeczytajcie i oceńcie mnie jak chcecie.

W pewnej przecudownej bibliotece szkolnej zdarzyło mi się kiedyś zobaczyć świetną grafikę – przedstawiała ona kolejne etapy życia czytelnika. Jednym z nich były próby napisania własnej książki. Zaśmiałam się wtedy pod nosem, ale po chwili uświadomiłam sobie, że to czysta prawda – a co więcej, sama jestem częścią tej prawdy.

Czytelnicze objawienie przyszło do mnie mniej więcej w 5 klasie podstawówki. Wcześniej popełniłam kilka (aktualnie rozczulających i żenujących jednocześnie) wierszyków dla dzieci, na przykład „O sowie zwanej wymądrzałą” (nie wyprę się, właśnie tak napisała ma dziecięca rączka…) albo „Rozprawa między marchewką
i kapustą” (zawierała drastyczne sceny). Ale nie nazwałabym tego pierwszym rozdziałem pisarskiej drogi. Co najwyżej prologiem, zapowiedzią.

Bo moja opowieść rozpoczyna się wraz z wkroczeniem w świat fantastyki. A stało się to za sprawą „Harry’ego Pottera”. Właśnie ta seria rozbudziła we mnie głód książkowy, zaczęłam czytać więcej i więcej, namiętnie i intensywnie. Aż któregoś dnia ta karuzela zatrzymała się gwałtownie.

Zatrzymała się tuż po lekturze „Eragona” Christophera Paoliniego. Siedziałam wpatrzona w ekran komputera i z rosnącym niedowierzaniem studiowałam artykuł o Paolinim – chłopcu, który w wieku 15 lat napisał powieść. Wyobrażacie sobie? Ledwie trzynastoletnia zapalona czytelniczka dowiaduje się, że możliwe jest, aby w młodym wieku stworzyć swój własny kawałek książki! Później prawda okazała się trochę mniej cukierkowa – Christopher w chwili wydania był siedemnastolatkiem,
a dodatkowo jego rodzice mieli wydawnictwo, więc początki miał łatwe. Mimo to iskra w mojej głowie już zapłonęła. Nie było odwrotu.

To było moje przebudzenie.

Oczywiście nie mogłam po prostu próbować swoich sił w krótkich opowiadaniach szkolnych. A skąd, od razu z grubej rury! Bierzemy się za powieść!

Spędziłam mnóstwo czasu czytając artykuły o pisaniu, aby zdobyć jakiekolwiek zaplecze do stworzenia wymarzonej książki. Myślałam sobie „zostanę pisarzem, nie ma innej opcji!”. I z tym postanowieniem otworzyłam notes.

Do tej pory pamiętam reakcję pierwszego czytelnika, który uważnie śledząc kolejne linijki tekstu, w końcu uniósł zdezorientowany wzrok, spojrzał na mnie
z zaskoczeniem i krzyknął: „ona też zginęła?!” Teraz już nie otwieram tego notesu… A śmiertelność w moich tekstach drastycznie zmalała, na szczęście…

Przez trzy lata gimnazjum siedziałam wieczorami przed ekranem komputera stukając w klawiaturę i zaciskając zęby. W międzyczasie pojawiały się wzloty i upadki, kiedy to przestawałam w siebie wierzyć, a potem z zapałem wracałam, układając historię na nowo. Miałam wsparcie mojej polonistki, która była w stanie wysłuchać każdego dylematu, z jakim tylko się spotykałam. Do tej pory noszę w sercu ogromną wdzięczność wobec niej.

Ale przyszedł ten moment, gdy napisałam „Koniec”. Moment wzruszający, zapierający dech w piersiach, oszałamiający. Miałam w dłoniach gruby plik kartek mojej pierwszej powieści fantasy. Co to była za wzniosła chwila! W tle grały fanfary, Muzy rzucały płatki róż pod stopy, telefony od wydawnictw dzwoniły dzień i noc…

Kpię sobie, proszę Państwa. Ta książka nigdy nie ujrzała światła dziennego. I chwała Bogu!!!

Absolutnie się jej nie wstydzę, ale patrząc z perspektywy kolejnych trzech lat pracy, moje ówczesne perspektywy są jak „Rozprawa między kapustą i marchewką” czy „Sowa zwana wymądrzałą”. Wzruszające i żenujące zarazem. W obecnym momencie wiem, że ta powieść była dopiero pierwszym rozdziałem innej powieści – tej która tworzy moje artystyczne życie.

Czas jest czymś, co pozwala nam spojrzeć na niektóre sprawy bez emocji, chłodno. Przesypać fakty przez sito, ocenić konsekwencje dawnych zmagań. I dojść do ważnych wniosków. Otóż choćby nie wiem jak kiepska była moja książka, uświadomiła mi ważną rzecz – „doprowadziłaś swoje pierwsze małe marzenie do końca. Podołałaś zadaniu i teraz możesz działać dalej. Masz w sobie siłę”.

Bowiem to właśnie ten gruby plik kartek dał mi siłę, aby razem z przyjaciółką założyć czasopismo artystyczne przy szkolnej bibliotece. Dał mi siłę, aby rozpocząć pracę nad kolejną powieścią. Dał mi siłę, aby spełnić marzenie i napisać scenariusz spektaklu teatralnego z elementami musicalu. Dał mi siłę, aby czuć się pisarką w środku i nie wstydzić się swojego wyboru. Dał mi siłę wybrać studia polonistyczne. I wreszcie dał mi siłę by być tutaj. Pisać o sztuce, którą kocham.

Nie wyobrażam sobie być w innym miejscu niż obecnie. I nadal nie mogę uwierzyć, że wszystko zaczęło się od jednego artykułu…

Morał z tej bajki jest taki, aby nie ignorować głosu, który podpowiada Wam, kim chcielibyście być. Po prostu bierzcie swoje, bo świat tylko czeka na marzycieli i chętnie przygarnia ich pod swe ramiona, choć w zamian wymaga ciężkiej pracy. Nie mam zamiaru prawić tutaj kołczowych kazań, przyszłam jedynie przekazać swoją historię, z której mam nadzieję wyciągnięcie coś dla siebie.

Przebudźcie się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Adrian Kudoń

"Nie wzdychaj do księżyca. Sięgnij po niego."

Pisarska Wyspa

Jako społeczność pasjonatów literatury działamy w serwisie Facebook, a niniejsza strona stanowi zaplecze publicystyczne naszej społeczności. Znajdziesz tu unikalne publikacje literackie oraz aktualności dotyczące rozwoju naszej grupy. Zrzeszamy zarówno amatorów i początkujących twórców literatury, jak i pisarzy doświadczonych w procesach budowania utworów literackich i ich wydawania, także zawodowych redaktorów i korektorów. Życzymy miłej i, mamy nadzieję, inspirującej podróży po Pisarskiej Wyspie!

Karolakowo

Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close