Z przymrużeniem oka!

Czasem lubię odrobinkę pokpić, dlatego musicie mi wybaczyć. Panie Kordianie, szanuję Pana i wielbię z całego serca, to tylko takie żarciki!

–  Jestem…

Wybawiciel Walenty obrzucił śmiałym spojrzeniem majestatyczne zbocza gór. Delikatna mgła roznosiła dumny zapach królewskich nalewek. Wiatr grał fanfary między gałęziami kosodrzewiny. Co za piękna chwila!

Walenty rozłożył obie ręce najszerzej jak umiał, aby zmieścić w swych mocarskich ramionach cały wszechświat, licząc drogi niezbadane, chronione przed śmiertelnym okiem grzesznika. Wyrzucił głowę do góry i czerpiąc w usta zawstydzone powietrze, krzyknął gromko:

–  Posągiem człowieka…

Upewnił się, że ma wystarczająco tlenu w płucach.

–  Na posągu świataaaaaa!

–  Ale ja chcę loda!

–  Dziecko, bój się Boga, sześć złoty za rożka?! Zjesz na dole.

–  Ale ja chcę teraz!

–  Andrzej, ja już opadam z sił…

–  Ale ja też!

–  No ale zrób coś, znowu ryczy!

Rozdzierający wrzask kapryśnej dziewczynki przeciął królestwo Walentego jak piorun z Olimpu. Mężczyzna sprężył się. Zmrużył oczy, aby celniej namierzyć wroga. Kosmitka miała może z dziesięć ludzkich lat, ale różowe pudle na swetropodobnej szacie myliły nieco osąd Wybawiciela. Przekrzywił głowę, dwojąc się i trojąc, jak pokonać tego potężnego przeciwnika. Wytężył swój genialny umysł, aby zapytać o radę przyjaciela. Jednakże zagłuszył go przeraźliwy szloch.

Postanowił sięgnąć po drastyczne środki.

–  To koniec! –  krzyknął, na co rodzice ufoludka podskoczyli. Wycelował sądny palec w dziecko. Kamienie przy dróżce zachichotały.

–  Słucham?! –  otyła dowódczyni wojsk wroga postąpiła krok naprzód, aż góra stęknęła pod ciężarem jej soczystej nogi.

–  Czas zakończyć tę nierówną walkę! Czas przywrócić Ziemi należyty pokój! –  recytował z patosem Walenty, wyprężając pierś. Dziewczynka przestała płakać i spojrzała na niego mokrymi ślepiami potwora. –  O wy, poczwary! Psubraty! Ileż to lat haniebnych zastanawiałem się, za jakąż to karę zesłał was nam los? Spodziewałem się ataku lada moment, ciągle czekając w zaciszu mej zbrojowni, jednak teraz nadszedł czas. Czas, by wybawić świat! Czas, by zabić kosmitów! Vivat Walenty! Wybawiciel!

Dziewczynka coraz ciekawiej spoglądała na mężczyznę w kwiecistym szlafroku. Jego siwe włosy sterczały na wszystkie strony, a z kieszeni zwisał plastikowy długopis. Matka zaś obserwowała przybysza z przerażaniem, ale ojciec tylko śmiał się pod nosem.

Tymczasem Walenty westchnął, widząc, że jego poddani nic nie rozumieją.

–  Oh, ludzie… Wiem, że męczą was strapienia, ale ja…. ja je przejmę… Pokonam kosmitów i wszelki ból. Będę cierpieć za miliardy! Biliony!

–  Nie ma tylu ludzi… –  wtrącił cicho tata.

–  Tryliony! –  wrzasnął z emfazą Wybawiciel. Odwrócił głowę w stronę gór, jakby zapomniał o niedawnym wrogu. Położył dłoń na sercu.

–  Liczę dni, lecz zrozumienie nie przychodzi –  wyszeptał dławiącym głosem i natychmiast zawtórowały mu delikatne śpiewy. –  Błąkam się bez celu, jak nie robi wielu… Szukam sensu w bezsensie. A pragnę powrócić…

Rodzice spojrzeli po sobie w szoku i powoli zaczęli się wycofywać, ciągnąc za sobą dziewczynkę.

–  Chodź, zaraz ci kupimy tego loda.

Jednak dziecko otworzyło buzię i wpatrywało się w postać na skraju góry. Szaty mężczyzny powiewały na wietrze, włosy wyglądały jak korona, a po jego twarzy spływały świetliste perły. Wtedy ten dziwny ktoś krzyknął:

–  Chmuro!

Tamtego dnia, 17 września roku 2XXX, o godzinie 14:13:56, do góry Śnieżki zbliżyła się kłębiasta z chmura i z uśmiechem na… po prostu z uśmiechem zabrała Walentego w siną dal.

Nikt więcej nic nie słyszał. A szkoda.

Ale! Strudzony czytelniku, aby nie być stratnym, możesz podziwiać ten oto portret Wybawiciela Walentego, który fruwał gdzieś przy sklepie z pamiątkami… (portret oczywiście, bo Walenty już dawno odleciał i nie wrócił).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Adrian Kudoń

"Nie wzdychaj do księżyca. Sięgnij po niego."

Pisarska Wyspa

Jako społeczność pasjonatów literatury działamy w serwisie Facebook, a niniejsza strona stanowi zaplecze publicystyczne naszej społeczności. Znajdziesz tu unikalne publikacje literackie oraz aktualności dotyczące rozwoju naszej grupy. Zrzeszamy zarówno amatorów i początkujących twórców literatury, jak i pisarzy doświadczonych w procesach budowania utworów literackich i ich wydawania, także zawodowych redaktorów i korektorów. Życzymy miłej i, mamy nadzieję, inspirującej podróży po Pisarskiej Wyspie!

Karolakowo

Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close