„Weź pod rękę Frankensteina…” – czyli pierwsza recenzja musicalu

Wieczór. Świecą światła wielkiego miasta. W wielkim mieście wielki gmach. Robi na mnie wielkie wrażenie już wielkim napisem „TEATR”. Dlatego wchodzę pełna wiel… wzniosłych uczuć. Czuję się jak pierwszego dnia szkoły – nikogo nie znam, nie wiem gdzie wejść, komu pokazać bilet. Głowa pełna pytań. A w ogóle toaleta jest w środku czy teraz mamy iść? Siedzenia przy ścianie to dobrze będzie widać? Ta sukienka wystarczająco elegancka? Nie ubiorę zielonej, czerń jest kolorem teatru! A może się zawiodę? Przecież zaczęłam swoją przygodę z musicalem od „Hamiltona” czy „Nędzników”. O Boże, zawiodę się na pewno! A w ogóle to tramwaj zacznie się palić i nie dojedziemy i tyle będzie (tramwaj naprawdę się palił, ale dojechałyśmy).

Ostatecznie siedzę na wielkiej sali. Co poradzę, wszystko takie wielkie! Miejsca mamy w drugim rzędzie, akurat przed schodami, z których schodzą aktorzy. Nadal nie mogę uwierzyć, że dopiero tutaj jestem. W Teatrze Muzycznym Capitol. Teatr zajmuje mnie od dawna, musical dobry rok. Napisałam scenariusz zawierający elementy musicalu i – o ironio! – nigdy nie widziałam żadnego na żywo! To powinno podchodzić pod przestępstwo.

Ale w końcu nadszedł ten czas, gdy mogę z czystym sercem powiedzieć: byłam na „Frankensteinie”. I mogę napisać recenzję. Zapraszam.

„Dziesięć — w liczb realnym bycie
Dziewięć — niech się stanie życie!
Osiem — stwórcy tego świata!
Siedem — ja z wami się bratam!
Sześć — Allachu! Chrystusie!
Pięć — Jowiszu! Zeusie!
Cztery — Siddharto i Kriszno!
Trzy — i Lakszmi i Wisznu!
Dwa — dziś moja jest Ziemia!
Jeden — ja panem Stworzenia!
Zero — Wiktor Frankenstein!
Zero — Frankenstein!
Frankenstein!”

„Liczby stworzenia”

FABUŁA

„Musicalowa wersja historii Doktora Frankensteina i Monstrum według scenariusza i w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Jednemu z najwybitniejszych obecnie reżyserów sceny muzycznej w Polsce towarzyszyła ekipa współautorów m.in. „Mistrza i Małgorzaty”: muzykę napisał Piotr Dziubek, teksty piosenek – Rafał Dziwisz, scenografię zaprojektował Damian Styrna. W rolach głównych występują Mariusz Kiljan jako Doktor Frankenstein i Cezary Studniak jako Monstrum.”
źródło: https://www.teatr-capitol.pl/spektakle/frankenstein/

Sama fabuła musicalu opiera się na słynnej powieści Mary Shelley. Myślę że każdy z nas kojarzy postać Frankensteina – potwora, który został stworzony z martwego ciała przez szalonego doktora. Na deskach teatru historia ta została przedstawiona bardzo mrocznie i kontrowersyjnie. Mamy Wiktora Frankensteina, dziwacznego studenta, którego niezwykle fascynuje pojęcie życia i śmierci. Fascynuje do tego stopnia, że postanawia opuścić nadopiekuńczą matkę, wykraść ze szkoły kwas, a wkrótce potem – mózg geniusza. Wszystko po to, by przywrócić do życia zwłoki woźnego. Niestety, jego niezdarny asystent Igor popełnia błąd – zamiast mózgu geniusza zabiera z laboratorium mózg mordercy i gwałciciela. Ale dzieło dokonuje się. Ciało, w którym gościła dusza człowieka, zostaje zamienione w siedzibę potwora.

Choć Wiktor jest upojony swoim dokonaniem, Frankenstein już tej radości nie podziela. „BRZYDKO!” – stwierdza, patrząc w lustro. Zdecydowanie irytuje go własna aparycja, co nie przeszkadza mu czuć ogromną potrzebę posiadania kobiety. Jednakże ta potrzeba nijak się ma do postawy romantyka…

„Blizny, szwy i szramy dla mej przyszłej damy!
Ropne wydzieliny dla mojej dziewczyny! Szczyny!”

„Tak, to ja!”

Mordercze usposobienie szybko daje o sobie znać, gdy na scenę padają kolejne ofiary. I kolejne, i kolejne… Sami zabici nie są po prostu przypadkowymi postaciami. Ich historia zostaje pogłębiona, mają nawet własne piosenki. Wszystko zapewne po to, abyśmy czuli większy smutek, widząc ich martwe ciała.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na ogólną kreację bohaterów. Każdy z nich nosi w sobie charakterystyczny rys, podbity dodatkowo przez upiorny makijaż i stylizację. Gra aktorska stoi na wysokim poziomie, począwszy od świetnych ruchów, poprzez oryginalne głosy, aż po umiejętność budowania dramaturgii. Bo „Frankenstein” to musical na wskroś specyficzny, mający swój niepowtarzalny klimat. Dlatego przede wszystkim aktorzy odwalili tutaj kawał dobrej roboty.

Może zapytacie – a ogóle dokąd ta historia prowadzi? Jakiś morał? Przesłanie? Nauka?

Cóż… nauka jest taka:

„Piosenka o mordowaniu”, tło z unsplash.com

Ot co! „Jeb pałą w łeb!” Albo „Kulą w łeb! Jeb kulą w łeb!”

I tyle.

Przejdźmy do formy.

FORMA

Jak już wspomniałam, wszystko rozbija się o słowo „specyficzność”. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście piosenki, bo w końcu to sedno gatunku, jakim jest musical. Nasze uszy mają do czynienia z różnorodnymi brzmieniami: mrocznymi, zabawnymi, lekkimi, biesiadnymi, dziwacznymi.

Nie zabrakło elementów humorystycznych, szczególnie w czarnym odcieniu. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj piosenka „Mózgu, wróć!” – polecam odsłuchać, bardzo akuratna w naszych czasach.. Ale uśmiechnąć się można również w scenach pozornie poważnych, poruszających czasem trudne tematy. Co więcej – kontrowersyjne. Capitol pokazuje to, o czym myślimy, ale wstydzimy się powiedzieć na głos. I stosuje ten efekt również w stosunku do humoru.

Scenografia robi wrażenie ciekawymi rozwiązaniami technicznymi i wykorzystaniem interaktywnych rekwizytów. Niektóre sceny szczególnie mnie zachwyciły umiejętną grą świateł. Po prostu każdy element świetnie pasuje do ogólnego charakteru przedstawienia.

Z racji że nasze miejsca okazały się bliższe niż sądziłyśmy, miałyśmy dobry kontakt z aktorami. Schodzili ze sceny akurat obok mojego siedzenia. Miało to swoje minusy, bo osobiście doznałam „zaszczytu” bycia oplutą przez Frankensteina… Ale skupmy się na plusach. Stojąc w rogu, bohaterowie często patrzyli na nas, co budowało dodatkowe napięcie i ekscytację. Chociażby w piosence „Fałdy mózgu” Profesor zszedł po schodach i przy pierwszym wersie podetknął mi sztuczny mózg pod nos, po czym zapytał:

„Co z twoim mózgiem?
Pokaż mi jego fałdy.
Twoje zwoje przestępstwa, bruzdy podłości, zazdrości rdzeń.
Pozwól mi tylko ujrzeć fałd twoich kształty,
A zobaczę kim jesteś,
Powiem kim byłeś,
Jak się kochałeś, jak nienawidziłeś, jak żyłeś!”

„Fałdy mózgu”

Jeśli chodzi o choreografię, niestety nie jestem specem, ale osobiście zachwyciła mnie praca tancerzy. Na uwagę zasługuje tutaj piosenka „Mam dla ciebie szkło”, podczas której czułam się po prostu wbita w fotel. Umieszczam ją pod spodem, choć utwór sam w sobie nie robi aż takiego wrażenia jak w połączeniu z magią sceny. Scenografia i taniec wyczarowały klimat, który dotknął tego zakamarka mojej duszy, w którym kryje się fascynacja sztuką odważną, sztuką pozbawioną ograniczeń. Taką, którą sama jeszcze boję się używać.

„Mam dla ciebie szkło” ( w tytuł wkradła się literówka)

PODSUMOWANIE

Wiele elementów „Frankensteina” nadal pozostaje dla mnie zagadką i zapewne jeszcze długo będę je rozważać. To świadczy jedynie o głębi musicalu, zagadkowości oraz niejednoznaczności.

Nie chcę wypowiadać się jako ekspert ani krytykować, ponieważ był to mój pierwszy musical na żywo. Być może po kilku wizytach w Capitolu napisałabym o wiele bardziej konstruktywną recenzję. Ta ma taką formę a nie inną – zawiera raczej subiektywne odczucia żółtodzioba. Mogę jedynie powiedzieć, że choć „Hamilton” nadal zajmuje podium, mocna historia Frankensteina wzbudziła we mnie gamę różnorodnych emocji – a właśnie o to w sztuce chodzi.

PS. A co z Twoim mózgiem? 🙂

Link do pełnej playlisty piosenek (kliknijcie na ikonkę w prawym górnym rogu):

Polecam szczególnie „Piosenkę o odciętej dłoni”, „”Liczby stworzenia” i „Weź pod rękę Frankensteina”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Adrian Kudoń

"Nie wzdychaj do księżyca. Sięgnij po niego."

Pisarska Wyspa

Jako społeczność pasjonatów literatury działamy w serwisie Facebook, a niniejsza strona stanowi zaplecze publicystyczne naszej społeczności. Znajdziesz tu unikalne publikacje literackie oraz aktualności dotyczące rozwoju naszej grupy. Zrzeszamy zarówno amatorów i początkujących twórców literatury, jak i pisarzy doświadczonych w procesach budowania utworów literackich i ich wydawania, także zawodowych redaktorów i korektorów. Życzymy miłej i, mamy nadzieję, inspirującej podróży po Pisarskiej Wyspie!

Karolakowo

Justyna Karolak dziwi się światu. Tym napisem wita wszystkich tablica wjazdowa do miasta, jakim jest Karolakowo.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close